niedziela, 7 września 2008

Niedziela będzie dla nas

Zaczne od informacji z marginesu - wiecie po czym poznac warszawiaka? pewnie jest sporo roznych przeslanek, sam moglbym wymenic kilka z glowy, ale przywolam jedna z bezposredniej obserwacji.. po zegarku. Serio. Warszawiacy sa przerozni, jedni eleganccy, drudzi ponabijani kolczykami, jeszcze inni zupelnie powiedzialbym normalni.. tym co ich wyroznia sa zegarki, kazdy z nich posiada jakis niebagetenlny czasomierz.. snulem ta teorie od wczoraj, a dzisiaj znalazla ona swoje potwierdzienie, kiedy stojac kolejce w tesco stanal za mna koles w jakims stroju do spania, w klapkach kapielowych i z jakim fajnym zegarkiem za tysiaka. Nie wiem czy jakos sie umowili, moze to moda tego lata...Zac

Wroce jednak to akcji dnia dzisiejszego. Podobnie jak sobota i dzis zaplanowalismy sobie dosc intensywne poznawanie warszawy. Z ta roznica, ze dzis nie zwiedzalismy rzeczy ladnych, tylko przede wszystkim rzeczy zyciowe. Zaczelismy tradycyjnie od sportu. Rano wyladowalismy na korcie za 4 dychy (federer wygrywajacy z novakiem do czegos zobowiazuje), gralo sie calkiem sympatycznie, kort perfekcyjny, chyba pierwszy raz gralem na maczce bez najmniejsze nawet dziury (choc cena i tak wysoka, chyba i dla warszawiakow, na 5 kortow tylko my).. gospodarz kortow, caly czas cos robil, to poprawial jeden, to drugi, to wysmial nas, ze bladzilismy 20 min, zanim tam trafilismy.. heh naprawde nie latwo.. druga dygresja.. warszawiacy zdecydowanie dziela sie jeszcze na dzielnice.. ostatnio wsponialem o chlopcach z ursynowa, ten koles z kortow tez sypal rzeczami typu "no bo to klasyczne uliczki, trzeba sie najpierw nauczyc po ursynowie jezdzic itp".. w rzeczy samej, dzielnice to tutaj osobne miasta (na ursynowie jest m.in. tesco, galeria ursynow, multikino itp) i maja nawt swoje dni.. za 2 tygodnie mamy dni ursynowie i grac beda stanislaw soyka i anita lipnicka i porter... ale wracam do rzeczy.. wracaja z kortow pieszo (bo samochod stal daleko - nie moglem znalezc drogi) minelismy boisko, na ktorym grali oczywiscie ursynowanie - tym razem najmlodsi.. 

Po powrocie do domu zdecydowalismy sie na samobojczy krok - jazda samochodem do empiku na marszalkowskiej. Pati chciala przewodnik po wawie, a ja chcialem zobaczyc czy damy rade dojechac.. W jedna strone generalnie poszlo niezle, w druga bylo juz troche gorzej.. Miećka (po tak Pati ochrzcila GPS-a) cos popieprzyla i dosc szybko wyladowalem na drugim brzegu wislu - czyli dokladnie tam, gdzie w najczarniejszych koszmarach dostac sie o godz. 17 nie chcialem.. droga powrotna byla kreta, ale i ciekawa, podczas jazdy obok stadionu legii zaspiewalem zywiolowo "a legia k__a, a legia k__wa, legia warszawa..), ku uciesze wszystkich poznaniakow.. wracajac zahaczylismy jeszcze o tesco na kabatach, ktore sa naprawde ogromnym blokowiskiem.. takie poznanskie piatkowo x3 - (wiecej tam nie pojade). Udalo nam sie calo wrocic, 40-minutowe bladzenie dalo nam niezle przetarcie i teraz bedzie juz chyba lepiej.. wyjechac z centrum w-wy jest po prostu absurdalnie trudno - nigdy bym nie przypuszczal, ale naprawde trudno skrecic w lewo, wszedzie nakazy w prawo..

Teraz na szczescie jest juz spokojniej, sacze sobie krolewskie z mojego nieodzownego kufla z napisem poznan i mysle, ze sporo jeszcze takich weekendow nam zostalo zanim sie przyzwyczaje...

Na zakonczenie dodam jeszcze, mamy bowiem jakby na to nie patrzec tygodnice potbytu, ze nie spotkalem jeszcze niemilego warszawiaka.. ludzie sa calkiem fajni i usmiechaja sie chyba wiecej (w sklepie osiedlowym lecialo disco-polo i pracownice tanczyly - narawde fajne).. ktos powie dwulicowosc, ja powiem mniej uprzedzen..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz