
Powoli wprowadzam politykę "Oddalającej się piersi".
Na razie z miernym skutkiem: Adaś potrafi zjeść przed snem 1/3 kubka kaszki a potem pić z piersi jak gdyby kolacji w ogóle nie było.
Pediatra zaleciła mi kilka łyżeczek kaszki:) Adaś nic sobie z tego nie zrobił. Początkowo jego żarłoczność nawet mnie ucieszyła, bo wydedukowałam sobie, że im więcej zje, tym bardziej będzie syty i zwiększą się moje szanse na sen bez przerw na karmienie.
Kaszka na moim mleku nie odniosła jednak sycącego skutku: Adaś budził się na karmienie nocne jak gdyby nigdy nic. Sięgnęłam więc po broń cięższego kalibru i podałam mu wczoraj kaszkę na mleku modyfikowanym, które podobno bardziej zapycha. I co? Adi budził się z iście niemiecką precyzją o stałych, nocnych porach karmienia.
I co ja mam zrobić z tym głodomorem?