Są takie dni, kiedy nasz mały Aniołek przypomina raczej dziecko Rosemary.
Wczoraj właśnie był taki dzień.
Adaś skutecznie ostudził moje zapędy w kierunku dbania o jego dobry wizerunek publiczny:) Podpisuję się więc obiema rękami pod ostatnim postem Przemka - czasem nasza latorośl funduje nam właśnie takie piekiełko.
Jedyne, co wtedy może pocieszyć i ukoić zszargane nerwy, to myśl, że następny dzień będzie spokojniejszy. Albo zatyczki do uszu.
Edit: Adaś musi odpocząć od taty a tata od Adasia. Osoby chcące czasowo przygarnąć aniołka znają mój numer.