
Powyżej Adaś w Arkadii, zwanej przez nas pieszczotliwie Hadesem.
Kiedy byłam jeszcze w ciąży obiecaliśmy sobie z Przemkiem, że nie będziemy ciągnąć do centrów handlowych naszego dziecka żeby oszczędzić mu nadmiaru bodźców. My sami takich miejsc nie lubimy i za każdym razem kiedy musimy coś tam kupić wychodzimy zwyczajnie zmęczeni. I co się okazuje? Adaś centra handlowe bardzo lubi. Nie przeszkadza mu dużo ludzi dookoła, kolory i muzyka, a do tego jeszcze mam go wozić, bo kiedy się zatrzymuję zwyczajnie zaczyna na mnie pokrzykiwać.
Podsumowaliśmy dotychczasowe doświadczenia z nasza latoroślą w miejscach publicznych i prawda jest taka: jak przystało na warszawskie dziecko, Adi swobodnie czuje się w McCaffee, Starbucksie, knajpach włoskich, Empiku, a dział oświetleniowy w LeroyMerlin wprost uwielbia. Teraz już wiem, dlaczego w parku przy bieżni zawsze śpi - zasypia najwyraźniej z nudów... Nie ma rady, trzeba będzie polubić Arkadię...
A poniżej podczas zabawy z Hektorem, po powrocie z Hadesu. Adaś wyraźnie rozluźniony, ja - wymęczona.
