sobota, 1 września 2012
piątek, 31 sierpnia 2012
czwartek, 30 sierpnia 2012
środa, 29 sierpnia 2012
Postkarpackie refleksje
Za nami kilka dni pobytu w górach. Pobytu wyczekiwanego, bo chcieliśmy trochę odpocząć,
i doradzanego, bo taki wyjazd miał być dobry nie tylko dla nas, ale także dla dziecka.
Pokrzepieni, z nadzieją w sercu na upragniony relaks i długie drzemki Adasia (zgodnie
z teorią rozrzedzonego powietrza dzieci w górach szybko zasypiają), wyruszyliśmy w drogę
w niedzielę. I w środę wróciliśmy.
Adaś w Karpaczu pokazał coś, co można chyba nazwać górskim ADHD. Z początku zachodziliśmy z Przemkiem w głowę, skąd biorą się u niego olbrzymia ciekawość, niekończące się pokazywanie paluszkiem wszystkiego, komentowanie tego, co się dzieje wokół ("Dit!"). Ale potem było już tylko gorzej, bo Adi domagał się noszenia go, kiedy go
nie nosiliśmy wkładał palce akurat tam, gdzie nie powinien, uciekał, gdy położyliśmy go na ziemię, albo pokrzykiwał i marudził. Z tego wszystkiego nie chciał spać, a my zaczęliśmy przypominać zombie. I dlatego skróciliśmy wyjazd.
Teraz kiedy myślę o naszym pobycie w Karpaczu dochodzę do wniosku, że skupiły się w nim jak w soczewce wszystkie aspekty rodzicielstwa: wspaniałe chwile we troje, pokazywanie świata swojemu dziecku i odkrywanie go zarazem na nowo, przeróżne wygłupy i radość,
ale też pełna dyspozycyjność, podporządkowanie i zmęczenie prowadzące czasem do ataków szału pomieszanego z rozpaczą (to głównie ja).
W tej galerii nastrojów były też zabawne momenty, choćby takie jak wspólne czytanie. Ponieważ mały niedźwiedź mocno nie spał, rodzice chodzili na paluszkach, a że chcieli mieć namiastkę normalności ("chcę czytaaaaać!!") postanowili wieczorem poczytać w łóżku. Strzałem w dziesiątkę okazała się czołówka Przemka - kupiona z myślą o bieganiu
w ciemnym lesie, sprawdziła się idealnie. Mnie pozostała ekologiczna latarka z Ikei, kręcona na korbkę (30 przekrętów daje światło przez całą minutę). Mimo że czytanie stanowiło
w zasadzie przerywnik w kręceniu korbką i sprawdzaniu, czy mały nadal śpi, miałam upragnione i niekonwencjonalne chwile z książką :)
i doradzanego, bo taki wyjazd miał być dobry nie tylko dla nas, ale także dla dziecka.
Pokrzepieni, z nadzieją w sercu na upragniony relaks i długie drzemki Adasia (zgodnie
z teorią rozrzedzonego powietrza dzieci w górach szybko zasypiają), wyruszyliśmy w drogę
w niedzielę. I w środę wróciliśmy.
Adaś w Karpaczu pokazał coś, co można chyba nazwać górskim ADHD. Z początku zachodziliśmy z Przemkiem w głowę, skąd biorą się u niego olbrzymia ciekawość, niekończące się pokazywanie paluszkiem wszystkiego, komentowanie tego, co się dzieje wokół ("Dit!"). Ale potem było już tylko gorzej, bo Adi domagał się noszenia go, kiedy go
nie nosiliśmy wkładał palce akurat tam, gdzie nie powinien, uciekał, gdy położyliśmy go na ziemię, albo pokrzykiwał i marudził. Z tego wszystkiego nie chciał spać, a my zaczęliśmy przypominać zombie. I dlatego skróciliśmy wyjazd.
Teraz kiedy myślę o naszym pobycie w Karpaczu dochodzę do wniosku, że skupiły się w nim jak w soczewce wszystkie aspekty rodzicielstwa: wspaniałe chwile we troje, pokazywanie świata swojemu dziecku i odkrywanie go zarazem na nowo, przeróżne wygłupy i radość,
ale też pełna dyspozycyjność, podporządkowanie i zmęczenie prowadzące czasem do ataków szału pomieszanego z rozpaczą (to głównie ja).
W tej galerii nastrojów były też zabawne momenty, choćby takie jak wspólne czytanie. Ponieważ mały niedźwiedź mocno nie spał, rodzice chodzili na paluszkach, a że chcieli mieć namiastkę normalności ("chcę czytaaaaać!!") postanowili wieczorem poczytać w łóżku. Strzałem w dziesiątkę okazała się czołówka Przemka - kupiona z myślą o bieganiu
w ciemnym lesie, sprawdziła się idealnie. Mnie pozostała ekologiczna latarka z Ikei, kręcona na korbkę (30 przekrętów daje światło przez całą minutę). Mimo że czytanie stanowiło
w zasadzie przerywnik w kręceniu korbką i sprawdzaniu, czy mały nadal śpi, miałam upragnione i niekonwencjonalne chwile z książką :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)