Adi odwiedził dzisiaj Madagaskar, miejsce bardzo hałaśliwe i chyba przeznaczone dla starszych dzieci (które w swoich harcach przypominają szarańczę), ale przez pogodę - a właściwie jej brak - była to najrozsądniejsza propozycja spędzenia popołudnia.
Udało nam się zrobić kilka zdjęć w spokojniejszych rejonach.
I największa atrakcja naszego wypadu: zjeżdżalnia. Była jeszcze wersja dla młodszych ale Adiemu niespecjalnie przypadła do gustu.
Aby dostać się na górę trzeba było pokonać labirynt - zadanie niełatwe, biorąc pod uwagę jakieś 20 dzieci biegających w amoku przy każdej przeszkodzie. Adi z początku trochę oszołomiony, dlatego wybieraliśmy spokojniejsze miejsca, ale generalnie wyszedł z zadowoloną miną; dla mnie to było jak skrzyżowanie jazdy samochodem w godzinach szczytu z godzinnym aerobikiem. Męczące...