niedziela, 12 października 2008





To też Warszawa...








Zdjęcie, na którym widac wieżowiec i latarnię - to tutaj stała kiedys synagoga.
Zdjęcie z mozaiką - nie widac tego, ale ci nowi budowniczy trzymaja nietypowe gazdzety: ona ma w reku pistolet, on - granat.
Zdjęcie kamienicy - to jedna z dwóch ostatnich, autentycznych kamienic z getta na ul. Proznej.
Tym wszystkim, którzy już zaczęli powątpiewać w moją obecnosc na blogu, uprzejmie wyjasniam, że nie umarlam, nikt mnie nie porwal, ani nigdzie nie wyjechalam. Nie pisalam nic przez dwa tygodnie, bo od poczatku miesiaca moj czas nabral innych wymiarow: zaczelam pracowac. Doba skurczyla sie bolesnie, ale w zamian za to zyskalam cenny srodek uspokajajacy moje egzystencjalne niepokoje - mam prace i jestem pelnowartosciowym obywatelem stolicy, ktory odprowadza skladki i moze pojsc do szpitala z nadzieja, ze go tam obsluza.
Pierwszym dniom w pracy towarzyszyla oczywiscie niepewnosc, jak zostane przyjeta i czy bede w stanie sie zaklimatyzowac, czy da sie przezyc w tym miejscu, itp, itd. Jak zwykle moj niepokoj byl troche na wyrost, bo poki co proces adaptacyjny przebiega sprawnie. Moge powiedziec, ze mam sie niezle.
Przez ten czas udalo mi sie poczynic kilka obserwacji, nie tylko zwiazanych z nowa praca.
1 - spodziewalam sie, ze warszawiacy to ludzie pracujacy, ktorym trudno wygospodarowac czas na budowanie zwiazku i zycie rodzinne. Okazuje sie jednak, ze pracuje z samymi zonatymi facetami (w dniu mojego pojawienia sie ostatni kawaler wlasnie szykowal sie do slubu:) Taka sytuacja ma swoje plusy - Przemek sie nie denerwuje, a i ja czuje sie komfortowo, wiedzac, ze mam do czynienia ze statecznymi mezami:) Dwoje nowopoznanych znajomych z aplikacji warszawskiej tez jest zonatych/mezatych, wiec jak na razie na podstawie moich obserwacji moge powiedziec, ze warszawiacy wcale nie sa tacy nowoczesni, bo zdecydowanie odrzucaja konkubinat:) zdarzają sie oczywiscie wyjatki: widzialam dzisiaj w parku saskim zobaczyzlam po raz pierwszy zakochanych dwoch chlopakow, jak siedzieli czule objeci na lawce - odwazni, respect!
2 - kiedy wybralam zajecia w sobote (raz w tygodniu, 8.30-13.30), koledzy kiwali glowami z politowaniem, podejrzewajac mnie o masochizm. wyszlo mi to na dobre, bo uniknelam egzaminu z zasad wykonywania zawodu radcy z kobieta, o ktorej niepoczytalnosci kraza legendy. w zamian za to trafila mi sie mecenas, z wyksztalcenia astronom. Na pierwszych zajeciach pokazala, ze potrafi byc jak pruski major, ale na drugich okazala sie kobieta do rany przyloz, która po prostu musiala sobie zyskac szacunek rozwydrzonego tlumu aplikantow. Zrobila na mnie wrazenie.
3 - moj wewnetrzny kujon poczul sie urazony do zywego, kiedy okazalo sie, ze warszawscy aplikanci maja ciemnogranatowe, dostojne dzienniczki w twardych oprawach, z wytlaczanymi literkami, a poznanskim aplkantom dali zwykle biale zeszyty!! odznaczam sie bolesnie w sekretriacie, kiedy chce cos zalatwic i wyjmuje ten moj biedniutko wygladajacy w porowananiu z tamtymi, dzienniczek. Przemek poradzil mi, zebym go zgubila, sama myslalam nawet o wypraniu go w pralce (ze niby pralam plecak i nie wyjelam dzienniczka:) ale po traumatycznych doswiadczeniach zwiazanych z przenoszeniem sie do tej izby mam na razie dosyc kontaktow z sekretariatami.
4 - po kilku spotkaniach z moim starym znajomym Kubą, samozwańczym przewodnikiem, ktory z pasja opowiadal nam historie wielu miejsc tego miasta, wzbiera we mnie niechec do Warszawy, a wlasciwie do tego, co stalo sie Warszawie. Widok komunistycznych potworków architektonicznych, przeplatanych wiezowcami nie jest az tak nieprzyjemny, dopóki się nie zobaczy, co przed wojna stalo w ich miejscu. Polecam strone ze zdjeciami:
http://www.warszawa.przedwojenna.prv.pl/zdjecia.htm

Mozna powiedziec, ze komuna wykastrowala warszawska architekture. Jesli jakiekolwiek kamienice zostaly odbudowane, to w nowej, zgrzebnej formie. Żadna elewacja w nowym porzadku nie mogla byc juz tak wyrafinowana jak przed wojna, widac wszedzie priorytety nowych budowniczych: uzytecznosc, polaczona z manifestacja sily, zadnej fantazji, zadnej finezji. Bardzo przykre. Chocby taki plac bankowy - przed wojna stala tam olbrzymia synagoga. Teraz zastapil ja nowoczesny, oszklony moloch. Najwieksza katastrofa to oczywiscie palac kultury. Zeby powstal, wyburzono olbrzymia ilosc zabytkowych kamienic ocalalych po wojnie, przesiedlono z nich 3,5 tys. ludzi, a gruz wykorzystano do budowy blokowisk. Jesli architektura pokazuje prawdziwe oblicze Warszawy, to niestety moge powiedziec, ze to przede wszystkim chaos, brzydota upstrzona gdzieniegdzie krzykliwym bogactwem i falszywe zabytki, bo kopie udaja nieistniejace oryginaly.
Warszawa to nie jest miasto dla estetow, tylko dla ludzi z silna psychika:)