Biorac pod uwage jak na pogode reaguje pati (zaciska zeby i biega w deszczu), mam wrazenie, ze przy zyciu trzyma mnie jeszcze praca... Tak, tak, pracuje wiecej. I kto z Was sie teraz nie usmiechnal? :) Nie nazwalbym tego pracocholizmem, ale do domu znosze rozne graty czesciej niz wczesniej. Czy wynika to z atmosfery wyscigu szczurow w stolicy - nie. Sklada sie na to kilka czynnikow, a i pogoda gra w tym swoja role. Tak czy owak, tam gdzie pracuje, nie czuje takich klimatow i cale szczescie. Za reszte warszawy nie moge sie wypowiadac, cos mi jednak podpowiada, ze przekazywane od pokolen historie dot czasu pracy nie sa prawdziwe. Poczekamy, az Patrycja zacznie prace, bedzie inna perspektywa. Musze jednak powiedziec, ze czegos sie w tej pracy ucze, a w zasadzie dowiaduje. Otoz dowiedzialem sie dzisiaj, ze korki w warszawie w porownaniu do tych w gdansku nie sa takie zle, ba wrecz ich nie ma! Jaki z tego moral? Sa dwa, a nawet trzy 1) Zawsze moze byc gorzej; 2) Wszystko zalezy od przyjętej perspektywy 3) TRUST NO ONE :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz