Minął kolejny tydzień. Adaś rośnie jak na drożdżach i jak wszyscy widzicie przypomina już prawdziwego ludzika Pirelli:) Kto nie miał dziecka ten nie wie, jaka to frajda przychodzić do domu i bawić się z maluchem. To jest tym fajniejsze, że jak już mi się znudzi (zwykle po ok 15min ^^), Pati jest na miejscu gotowa przejąć pałeczkę. W ogóle, temat pojawienia się dziecka i tego jak wpływa ono na życie jest tematem rzeką i można by pisać i pisać, i to pewnie w zupełnie różne strony, zależnie od zachowania dziecka, sytuacji własnej itp itd. U nas sytuacja wygląda tak, że Adaś jest kochany i tak naprawdę jego wejście w moje życie jest bardzo delikatne. Tzn. gram sobie w Starcrafta, piję piwo (od czasu do czasu!), biegam, no i przede wszystkim chodzę do roboty. U Pati, pewnie inaczej, bo z natury rzeczy spędza z małym dużo więcej czasu.... no, ale.... nie o tym chciałem pisać. Chciałem napisać kiedy wrócimy... I prawda jest taka, że czekamy bo pracy nigdy w Poznaniu nie było dużo, a przez pieprzoną Grecję, nie będzie jeszcze przez jakiś czas lepiej. Żyjemy sobie zatem cierpliwie, patrząc jak Adaś rośnie i czekając, aż sytuacja mojego zatrudnienia jakoś się wyjaśni. Do tego czasu przypominam sobie scenę z Gwiezdnych Wojen i dialog między Anakinem, a Obi-Wanem:
"Patience I say"....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz