Wszystko, co dobre, niestety szybko się kończy. Tak też było z naszym rodzinno-świątecznym wyjazdem. Jesteśmy już z powrotem w Warszawie i staramy się wrócić do ustalonego porządku dnia. Swój nazwałam "Dzień świstaka" - jeśli oglądaliście film pod tym tytułem z Billem Murrayem, wiecie o co chodzi.
Po coachingu otrzymanym od mamy Przemka wiemy już, ze Adaś często potrzebuje wyciszenia. Tak mały organizm nie jest w stanie jeszcze sam zasnąć, co dla nas oznacza usypianie, nie tylko wieczorne, ale także dzienne. Do tej pory sprawdzały się melodyjki z karuzeli i pozytywki (skuteczniejsze, jeśli były śpiewane przeze mnie), ale zauważyłam, że bardziej usypiają śpiewającego niż kandydata do uśpienia. Kiedy ja się głowiłam jak wzbogacić swój repertuar, Przemek wpadł na genialny pomysł: celtycki mistycyzm!
Już wyjaśniam: z celtyckim mistycyzmem zetknęliśmy się przy świetnej irlandzkiej komedii "Intermission". Jeden z bohaterów, wielki rudy policjant o imieniu Gerry jest oddany swojej pracy, a natchnienia szuka właśnie w celtyckim mistycyzmie. Kiedy zdumiony reporter lokalnej stacji telewizyjnej, który chciał zrobić o nim reportaż, pyta go, co to takiego, dostaje odpowiedź: "It`s music, man!"
To był strzał w dziesiątkę. Już po dwóch kawałkach Adaś odleciał. Trzeba przyznać, że zawodzące kobiety na tle piszczałek i harfy jak dotąd są skuteczne w stu procentach. Po kilkugodzinnej dawce takiej muzyki ilekroć zamykam oczy widzę The Kelly Family i stada owiec pasące się na zielonej murawie, ale Mały śpi jakby wypił dwa litry Guinnessa:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz