Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy.
Wróciliśmy do Poznania jak Europejczycy, to znaczy autostradą. Zamiast tracić czas na mozolne przedzieranie się przez niekończący się kordon wsi (tereny zabudowane), dziesiątki tirów i świateł, po prostu jechaliśmy. Co chwilę w radosnym zdumieniu wykrzykiwaliśmy: patrz, zjazd na Sochaczew/Łowicz, itd! Mogliśmy swobodnie rozmawiać. Po raz pierwszy jazda była przyjemnością i zajęła nam 3 godziny a nie 6, jak to było do tej pory. Cieszyliśmy się jak dzieci:)
Mam pewne podejrzenia, że za chwilę na odcinku autostrady o obniżonym standardzie zrobią się dziury, zostanie zamknięty i jak wszędzie w mazowieckiem dadzą jakiś objazd ale to już nie będzie nasze zmartwienie.
Jeśli chodzi o ciąg dalszy dziwnych rzeczy to Adasiowi zdarzyło się zasnąć w swoim wózku:)
Nadal nie dociera do nas, że się przeprowadziliśmy.
Aklimatyzacja nastąpi pewnie dopiero wtedy, gdy będziemy mogli wyspać się w swoich łóżkach (tzn. my w swoim, Adaś w swoim), a to oznacza czekanie na powrót z tenisowej wyprawy Przemka.
A tymczasem czas miło płynie:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz