My też często mamy takie miny kiedy włączamy publiczną TV.
Jesteśmy dalecy od wyrzucania telewizora, ale telewizja nie ma dla nas nic do zaoferowania (no może poza TVP Kultura i TV Trwam, kiedy występuje Madzia Buczek). Odwyk telewizyjny wyglądał u nas mniej więcej tak:
dwa lata temu wybraliśmy się na Plac Konstytucji żeby obejrzeć na żywo emitowany w TV show sylwestrowy. Brodziliśmy w błocie, które wcześniej było przez chwilę śniegiem, w tłumie podpitych ludzi, marznąc, a na scenie Krzysiu Ibisz i Kasia Cichopek (entuzjastyczni jak ktoś, kto jest lekko naćpany). Scena, owszem, była kolorowa i dużo się na niej działo, ale trzeba było się w nią gapić z uporem maniaka żeby nie widzieć, że dookoła sceny było morze ludzi i to morze było szare, bure, na ziemi leżały puste butelki, resztki petard, balonów, atmosfera jak na ponurym odpuście w scenerii zimowej. Zwinęliśmy się do domu, z ciekawości włączyliśmy telewizor. A tam? Emitowane na żywo fantastyczne, wielobarwne show z udziałem Krzysia i Kasi, śpiewała Doda. Potem pokazali uśmiechniętych ludzi (pierwsze rzędy), żadnych awantur, głupawego rechotu, śmieci. I ten uderzający boom kolorów. To było jak katharsis. Przekonaliśmy się na własnej skórze: telewizja kłamie, podkolorowuje rzeczywistość dla samej przyjemności oglądania. Dopóki o tym pamiętamy, jest ok. Ale nieuczciwość telewizji polega na tym, że ona ten fałsz stara się zakamuflować i wcisnąć nam kit, że sprzedawane przez nią obrazy to ciekawsza, lepsza rzeczywistość. A najlepsza rzeczywistość to nasza własna, bo możemy ją w pewien sposób kształtować. Dziecko bardzo w tym pomaga. Dziękujemy Ci, Adasiu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz