środa, 4 kwietnia 2012

Spinaci Baby



Adaś zjadł dzisiaj szpinak:)
Moja krew...

wtorek, 3 kwietnia 2012

W Hadesie

Powyżej Adaś w Arkadii, zwanej przez nas pieszczotliwie Hadesem.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży obiecaliśmy sobie z Przemkiem, że nie będziemy ciągnąć do centrów handlowych naszego dziecka żeby oszczędzić mu nadmiaru bodźców. My sami takich miejsc nie lubimy i za każdym razem kiedy musimy coś tam kupić wychodzimy zwyczajnie zmęczeni. I co się okazuje? Adaś centra handlowe bardzo lubi. Nie przeszkadza mu dużo ludzi dookoła, kolory i muzyka, a do tego jeszcze mam go wozić, bo kiedy się zatrzymuję zwyczajnie zaczyna na mnie pokrzykiwać.
Podsumowaliśmy dotychczasowe doświadczenia z nasza latoroślą w miejscach publicznych i prawda jest taka: jak przystało na warszawskie dziecko, Adi swobodnie czuje się w McCaffee, Starbucksie, knajpach włoskich, Empiku, a dział oświetleniowy w LeroyMerlin wprost uwielbia. Teraz już wiem, dlaczego w parku przy bieżni zawsze śpi - zasypia najwyraźniej z nudów... Nie ma rady, trzeba będzie polubić Arkadię...

A poniżej podczas zabawy z Hektorem, po powrocie z Hadesu. Adaś wyraźnie rozluźniony, ja - wymęczona.


poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Głód wiedzy



Słoiczek stał na roku koca. Adaś podkulał się do niego, wyjął łyżeczkę, która była w środku i zanim osłupiała zdążyłam odłożyć aparat sam się nakarmił:)

niedziela, 1 kwietnia 2012

piątek, 30 marca 2012

Wiosenne przesilenie


Nie wiem, czy to skok rozwojowy, tęsknota za dziadkami, znudzenie , przesilenie wiosenne, wyrzynające się zęby, czy cokolwiek innego, w każdym razie Adaś po powrocie do Warszawy jest trudny do zniesienia. Nauczył się płakać, kiedy czegoś chce. A chce w większości przypadków żeby go nosić na rękach. Przestał spać w dzień (nie licząc snu podczas spaceru), mimo że mieliśmy już całkiem sprawnie funkcjonujący system drzemek. Bilans tych zmian jest taki, że bolą mnie już oba nadgarstki i nie mam na nic czasu.
Wczoraj wypiłam ciemną Fortunę, ale jeśli sytuacja się nie zmieni przerzucę się na portery.
Dobra wiadomość jest taka, że wykrzesałam z siebie dzisiaj resztki cierpliwości i uśpiłam naszego baby-saddama. Kosztowało mnie to 40 minut histerii (nie mojej, Adasia), ale ostatecznie się udało. Pomógł Turnau i smoczek. Jeśli mi ktoś powie, że smoczek jest zły, dostanie w zęby, albo Adasia na cały dzień do opieki w naszej kawalerce:)