czwartek, 28 czerwca 2012

Grunwaldzki kulinarny rekonesans


Za nami pierwsza degustacja pizzy z pobliskiego DaGrasso, która wypadła bardzo pomyślnie:)
Dzisiaj Przemek skosztował pizzy z knajpki Umberto, która również okazała się całkiem, całkiem.
Bilans jak dotąd wypada dodatnio.
Adaś też szykuje się do jedzenia, od kilku dni do przebijających się górnych jedynek dołączyły się dwójki:)


wtorek, 26 czerwca 2012

Wycieczka rowerowa

Na dworze zimno i brzydko, więc bawimy się w środku.


sobota, 23 czerwca 2012

Na huśtawce

Przyjechaliśmy do Kiełczewa, gdzie na Adasia czekali już stęskieni dziadkowie i mnóstwo atrakcji. Oto jedna z nich:



piątek, 22 czerwca 2012

Po pierwszej nocy w nowym domu

Nie pamiętam niestety, co mi się śniło, ale może to dlatego, że snu miałam niewiele; byłam zbyt podkręcona żeby spać:)
U chłopaków było odwrotnie:


czwartek, 21 czerwca 2012

Przeprowadzka, przeprowadzka

Weselsze, propagandowe ujęcia:


środa, 20 czerwca 2012

Gdzie ten raj?

Z bólem muszę napisać, że nasze oczekiwania związane z przeprowadzka okazały się zbyt wygórowane. Tak to już chyba jest, że wyobraźnia plus wyczekiwanie tworzą idealne obrazy, które nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Do rzeczy: akcja urządzania się (zwana do niedawna "Moszczeniem gniazdka") okazała się katorżnicza pracą. Przez pierwsze kilka dni na Jeleniogórskiej było jak w programie "Pogrzebani żywcem", gdzie filmują zmagania nieszczęśników, którzy próbują żyć we własnych domach między tonami worków, kartonów i różnych śmieci. U nas było podobnie, z tą tylko różnicą, że między tym wszystkim był wrzeszczący Adaś, który od tygodnia bezustannie domaga się naszej uwagi (plus tej sytuacji jest taki, że przynajmniej nie mamy problemu z jego zlokalizowaniem).
W tym chaosie, pośród wrzasków/płaczu, stukania młotka i desperackich prób przewijania Adasia i spożywania posiłków, powoli wyłania się nasz świat. Jest to proces bolesny i długotrwały i być może byłby niebezpieczny dla naszego zdrowia psychicznego, gdyby nie pomoc rodziców. W tym miejscu chciałabym podziękować za:
- konkretne wsparcie przy składaniu szaf,
- spacery z Adasiem, podczas których mogłam składać meble,
- jedzenie, które uratowało nas od śmierci głodowej i dało siły na dalsze zmagania,
- usuwanie niezliczonej ilości kartonów i plastikowych worków, pudeł, śrubek, etc,
- zwrot w Ikei niepotrzebnych części kuchennych,
- towarzystwo, które uratowało nas przed popełnieniem grupowego samobójstwa przez wyskoczenie z naszego pięknego balkonu.

Materiał poglądowy zostanie opublikowany w najbliższym czasie.