Opowiem wam o ostatnich minutach mojej pracy.
16.55
Mecenas zaprosila mnie do swojego pokoju. Wskazala mi miejsce naprzeciwko siebie i powiedziala:
- Pani Patrycjo, Pani ma jeszcze trzy dni urlopu do wykorzystania.
- Ach tak?
- No tak, tak. Proponuję w związku z tym żeby napisala pani wniosek urlopowy. Umowa kończy nam się w piatek, wiec myslę, że to by bylo wszystko z naszej strony.
W trakcie opróżniania biurka z moich kodeksow, pozbywania się notatek i resztek wafli ryżowych, napisalam wniosek, uprzejmie prosząc o udzielenie mi urlopu wypoczynkowego w wymiarze trzech dni roboczych, poczawszy od dnia 26 listopada do dnia 28 listopada wlacznie.
Mecenas wniosek przyjęla, potem zapewnila mnie, że jest jej bardzo przykro. Ja też powiedzialam, że jest mi bardzo przykro ale rozumiem zaistnialą sytuację, kryzys, itd. Uscisnęlysmy sobie dlonie i już, finito.
17.00
Wyszlam z pracy, punktualnie.
Idac do przystanku, przypominala mi się Anglia. Cztery lata temu, kiedy pracowalam w hotelu, takie wnioski byly sposobem na pożegnanie się z pokojówkami, które z różnych przyczyn nie mogly pozostać w hotelu dlużej niż by chcialy. No proszę, jednak doganiamy Europę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz