wtorek, 25 listopada 2008

Z cyklu: "U rodziny z Warszawy" - część 1

Z zyciem w Warszawie jest troche tak jak z domkiem w gorach alba dacza na morzem - kazdy chce do ciebie przyjezdzac. Powod zrozumialy, w koncu to Warszawa.. W ciagu trzech miesiescy przewinelo sie u nas kilka osob ciekawych zycia w stolicy, jednego goscia udalo nam sie przyprzec do muru i zmobilizowac to spisania refleksji. A co tam, gosci nigdy nie za wiele - nawet na blogu! Zapraszamy...

Mam na imie tomek.
Jestem bratem przemka.
Kilka dni temu pod pretekstem koncertu roisin murphy wybralem sie do warszawy. Przemo i pati bardzo chetnie przygarneli mnie pod swoja strzeche, ktora nawiasem mowiac, okazala sie byc wymarzonym miejscem na planowanie i dojrzewanie mojego faktycznego przedsiewziecia.
Kilka stacji metrem od centrum, przyjemna cicha okolica, 1. pietro i co najwazniejsze- da grasso w okolicy, wyjatkowo sprzyjaly dzialaniu.
Dotarlem do stolicy we wtorek wieczorem.
Wielość samochodów, świateł, wielkość budynków zapieraly dech w piersiach...ale, niedosyt nie dawał o sobie zapomnieć.
Lekka kolacja (salatka mojej mamy), drinasik, partyjka w tekka z bratem, mapa warszawy od pati ...i świadomość że calutki kolejny dzień bedę mógł poświecić na realizację moich zalożeń dały mi wyciszenie i spokojny sen. Śniłem o zadaniu. Śniłem o rzeczach, które z pewnością wielokrotnie kłębiły się w głowach wielu czytelników bloga pati&pepi.....-'czy wszystko o czym oni tu piszą jest prawdą'...taaaaak...WERYFIKACJA.. z tą myślą tutaj przyjechałem i nie wyjadę dopóki na własnej skórze nie poczuje wszystkiego o czym z takim zapałem pisali P&P...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz